Codziennosc
Niemocy ton coraz glosniej krzyczy w tobie
Kazdy twój krok przybliza koniec
Gorace usta a w oczach ogien
Od marzen odchodzisz i znów to samo
W codziennosci mdlej koszmarze
Zanurzasz twarz zmeczona i blada
Wschodzacy dzien nie cieszy cie wiec czekasz nocy
Mozolny trud znów spelzl na niczym ostudzil dotyk
Gasi usmiech sen o latach
W iluzorycznym szczescia uscisku
Zakreslasz dni na kalendarzu
Glosno krzyczac ze zmienisz wszystko
Cotidiano
A fraqueza grita cada vez mais alto dentro de você
Cada passo seu aproxima do fim
Lábios quentes e fogo nos olhos
Você se afasta dos sonhos e de novo é a mesma coisa
No cotidiano de um pesadelo insosso
Você mergulha seu rosto cansado e pálido
O dia que nasce não te alegra, então você espera a noite
O trabalho árduo novamente não leva a nada, esfriou o toque
Apaga o sorriso, o sonho de anos
No abraço ilusório da felicidade
Você marca os dias no calendário
Gritando alto que vai mudar tudo