395px

No Porão do Vovô

Happysad

W Piwnicy U Dziadka

Pamiętasz to miejsce w piwnicy u dziadka?
Kiedy przychodziła jesień, zrzucali tam węgiel i jabłka
i tam całowaliśmy się pierwszy raz.

Brałem wtedy Twoje ręce
i kładłem je sobie na twarz.
A skronie pulsowały gęściej,
gdy dłonie masowały lędźwie.
No a na górze szalała burza
i wiatr z miejsca na miejsce przeganiał piach.
Kałuże wypiły podwórze do cna,
a buda ganiała psa.

No gdzie było nam tak bezpiecznie jak tam?

A kiedy przychodziła zima
i w mig w czarno-biały zmieniał się świat,
lizaliśmy paprocie na szybach
a mróz trzaskał jak bat.
No a jeśli wychylaliśmy nosa
no to tylko na moment nad staw
a co by rybom podać tlen
no ale póki jeszcze był dzień wracaliśmy pod dach.

Bo gdzie było nam tak bezpiecznie jak tam?

A na wiosnę i letnie dni radosne,
biegliśmy co świt na sad
i tam zwykle chichraliśmy się w głos.
Kiedy rosa łaskotała nas po stopach
podsadzałem Cię wtedy na wiśnie,
no i stamtąd strzelaliśmy do wron.
A pestki to była nasza broń,
a pestki to była nasza broń,
tak pestki to była nasza broń,
a dom to schron był nasz.

No bo gdzie było nam tak bezpiecznie jak tam?

A teraz, teraz to jest wojna
i dzień za dniem coraz bardziej kończy się świat.
Kolejna armia bogobojna, nie wiedzieć czemu upatrzyła sobie nas.
Strzelają do nas jak do wron,
tyle, że z ostrej broni ze wszystkich stron.
Kwiaty we włosach potargał wiatr,
jak smród po gaciach lata za nami strach.

No a my, a my to się nie znamy już prawie,
czasem napiszesz coś zza oceanu,
jakieś myśli ledwie poukładane
wrzucisz mi do skrzynki ze spamem.

Ale któregoś pięknego dnia
zaraz przed tym jak wszystko trafi szlag
ja sięgnę do pamięci dna
no i stamtąd wyciągnę ten ślad.

Bo gdzie było nam tak bezpiecznie jak tam?
No bo gdzie było nam tak bezpiecznie jak tam?

No Porão do Vovô

Você se lembra daquele lugar no porão do vovô?
Quando o outono chegava, eles jogavam carvão e maçãs lá
E foi lá que nos beijamos pela primeira vez.

Eu pegava suas mãos
E as colocava no meu rosto.
E as têmporas pulsavam mais rápido,
Quando suas mãos massageavam minha cintura.
E lá em cima a tempestade rugia
E o vento espalhava a areia de um lado pro outro.
As poças beberam o quintal até o fundo,
E a casinha corria atrás do cachorro.

Onde era tão seguro pra gente como lá?

E quando o inverno chegava
E o mundo mudava rápido pra preto e branco,
Lambíamos as samambaias nas janelas
E o frio estalava como um chicote.
E se a gente saísse um pouco
Era só por um instante perto do lago
Pra dar oxigênio pros peixes
Mas enquanto ainda era dia, voltávamos pra debaixo do telhado.

Porque onde era tão seguro pra gente como lá?

E na primavera e nos dias ensolarados de verão,
Corríamos ao amanhecer pro pomar
E lá geralmente a gente ria alto.
Quando o orvalho nos fazia cócegas nos pés
Eu te levantava nas cerejeiras,
E de lá atirávamos nas corvos.
As sementes eram nossa arma,
As sementes eram nossa arma,
Sim, as sementes eram nossa arma,
E a casa era nosso abrigo.

Porque onde era tão seguro pra gente como lá?

E agora, agora é guerra
E dia após dia o mundo vai acabando.
Mais um exército devoto, não sei por que nos escolheu.
Atiram em nós como se fôssemos corvos,
Só que com armas de verdade de todos os lados.
As flores no cabelo foram levadas pelo vento,
Como o cheiro de cuecas, o medo nos persegue.

E nós, e nós quase não nos conhecemos mais,
Às vezes você escreve algo do outro lado do oceano,
Alguns pensamentos mal organizados
Você joga na minha caixa de spam.

Mas um belo dia
Logo antes de tudo ir pro espaço
Eu vou buscar no fundo da memória
E de lá vou tirar essa lembrança.

Porque onde era tão seguro pra gente como lá?
Porque onde era tão seguro pra gente como lá?

Composição: Happysad / Kuba Kawalec