395px

Zbych

Mezo

Zbych

Niech ta historia odbije się szerokim echem
Ta opowieść o gościu który miał jedną szczególną cechę
Mówiąc ściśle, przeraźliwie bał się myśleć
Tak przynajmniej napisał w pożegnalnym liście
Miał na imię Zbigniew, wiedział, że życie płata figle
Wiedział, że to ciężar którego on nie udźwignie
Więc wpisywał nudne treści do życia kartoteki
Nie lubił płynąć pod prąd, wolał z biegiem rzeki
Miał matkę, która sterowała jego życiem
Pieczołowicie dbała by synek nie zrobił sobie, krzywdy
By grzywny nie zapłacił, by był bezpieczny
To niestety miało przynieść efekt odwrotny
Złowieszczy w skutkach, okropny dla Zbycha
Wychowanego w przeświadczeniu, że wciąż coś na niego czyha
Nie dotykaj ryzyka brzmiało jego motto
Nie narażaj się, uważaj byś się nie potknął
Tak dorastał stając się niemal zupełnie niemy
Ale przecież, siedź cicho, za dużo nie myśl

Zbych był z tych co się boją myśleć
Zbyt dużo złych miał nawyków
On żałuje tego po dziś dzień
Ty nie musisz żyć tak jak żył Zbychu

Zbyszek, nie chce słyszeć żadnych pytań
żadnych, zobacz jaki ten świat jest ładny
Gdy przyjmujesz go takim jaki jest, bez zastrzeżeń
Nie do Ciebie należy wybór, nie masz na to wpływu

Przemilcz trudne tematy, to rady szczere
Nie wychylaj się, nie pchaj się przed szereg
Tak jest wygodniej, żyj spokojnie, bezproblemowo
Kiwaj głową na tak, po co Ci osobowość
Wobec ogromu świata jesteś bezradny
Człowiek jest zwierzęciem stadnym, walić indywidualizm
Nie liczy się krytycyzm, on tylko Ci zaszkodzi
To się kłóci z twoim interesem, lepiej to odrzucić
Opozycja to ucisk, ucisz głos buntu
Po co ci to, sam nic nie zdziałasz, załóż mundur
Upodobnij się do nas, razem przecież tego pragniemy
Ale przecież, siedź cicho, za dużo nie myśl

Czasem lepiej nie wiedzieć, być głupcem
Z niewyszukanym gustem, oszustem samego siebie
Dostaniesz wtedy szóstkę za grzeczność
Dostaniesz wtedy jedynkę za niezależność
Zbych chciał być sportowcem za młodu
Matka skłoniła go do konkretniejszego zawodu
Chciała by synek skończył medycynę
Tak się stało, dzisiejszym narzekaniom sam sobie winien
Na studiach poznał pannę, ale nie chciał się wiązać
Potem gdy już chciał, ona powiedziała ciał
On bał się straszliwie podejmować decyzje sam
Zamknięty w obszarze swoich czterech ścian
Stał się maszyną i choć jego serce wciąż biło
Jego właściwie już nie było
Miłość, wartości, nie pozwól by je zagłuszano

Zbych

Deixa essa história ecoar por aí
Essa história de um cara que tinha uma característica só
Pra ser exato, ele tinha medo de pensar
Pelo menos foi isso que ele escreveu na carta de despedida
Ele se chamava Zbigniew, sabia que a vida é cheia de surpresas
Sabia que era um peso que ele não conseguiria carregar
Então ele anotava coisas chatas na sua vida
Não gostava de nadar contra a corrente, preferia seguir o fluxo
Tinha uma mãe que controlava sua vida
Cuidava pra que o filho não se machucasse
Pra que não pagasse multas, pra que estivesse seguro
Infelizmente, isso teve o efeito contrário
Desastroso, horrível para o Zbych
Criado na ideia de que sempre havia algo à espreita
"Não toque no risco" era seu lema
"Não se exponha, cuidado pra não tropeçar"
Assim ele cresceu, quase se tornando mudo
Mas, claro, fique quieto, não pense demais

Zbych era um desses que têm medo de pensar
Tinha muitos hábitos ruins
Ele se arrepende disso até hoje
Você não precisa viver como o Zbych viveu

Zbyszek, não quer ouvir perguntas
Nenhuma, veja como o mundo é bonito
Quando você o aceita como ele é, sem reservas
A escolha não é sua, você não tem controle sobre isso

Silencie os temas difíceis, esse é um conselho sincero
Não se destaque, não se coloque à frente
É mais fácil assim, viva tranquilo, sem problemas
Aprove a cabeça, pra que ter personalidade?
Diante da imensidão do mundo, você é impotente
O ser humano é um animal social, dane-se o individualismo
Crítica não conta, só vai te prejudicar
Isso vai contra seus interesses, é melhor ignorar
A oposição é opressão, cale a voz da rebeldia
Pra que isso, você não vai conseguir nada sozinho, vista um uniforme
Seja como nós, juntos queremos isso
Mas, claro, fique quieto, não pense demais

Às vezes é melhor não saber, ser um idiota
Com gosto simples, enganando a si mesmo
Você vai ganhar um seis pela educação
E vai ganhar um um pela independência
Zbych queria ser atleta quando era jovem
A mãe o convenceu a escolher uma profissão mais séria
Queria que o filho se formasse em medicina
E assim foi, hoje ele se queixa, é culpa dele mesmo
Na faculdade conheceu uma garota, mas não queria se comprometer
Depois, quando quis, ela disse que não
Ele tinha um medo terrível de tomar decisões sozinho
Fechado dentro de suas quatro paredes
Ele se tornou uma máquina e, embora seu coração ainda batesse
Ele já não existia mais
Amor, valores, não deixe que eles sejam silenciados

Composição: Mezo