395px

Eu, amieiro

Ols

Ja, Olcha

Przede mną – woda, powolny nurt
toczy się - mętna borowin rdza,
wokół pnie szare, poduchy mchów,
na nich ja - olcha wśród swych sióstr.
Za naszymi plecami moczary, bagniska,
które już dawno pogasiły światła,
gdzie od lat nic nie pali świeczek w nocy
i tylko żółte kwiaty błyszczą na mokradłach.
Na korze dotyk dwóch ciepłych rąk,
czuć młode życie, tak blisko mnie,
jak po spękanej korze zaczyna się piąć,
w gałęziach gniazdo jak ptaki uwije.
I szelest kart z drżącymi liśćmi
zmiesza się do cna,
gdy będzie czytać słowa tych,
których dawno nie ma...
Pozostał po nich tylko nikły ślad, jak słaby zapach
wielkiej rzeki, co niegdyś płynęła doliną,
gdzie teraz nad moczarem kwitnie wieczna mgła.
I będzie pisać własne słowa w odpowiedzi,
próbując niedojrzałą myślą wieczność spętać.

A chmiel się po pniu wije,
chmiel się po pniu wije...
Czas płynie, płynie woda, ludzie i zwierzęta,
pod pustym niebem które nie będzie pamiętać.

Kiedyś byłam taka sama.
W szumie soków brzmiał wieczności głód.
(nieśmiertelność!)
Lata przeszły, krew stężała,
życia coraz mniej.
(a pod korą mądrość wielu zim)
Z kości piach, z pni czarna skała,
w sypki torf czas zaklnie ciała mchów.
Cichy głos z wnętrza bagna
- fale martwych rzek.

Stu słońc spirale znikły we mgle.
Już nikt nie siada w gałęziach drzew.
Może gdzieś żyje, daleko stąd,
a może zginął w tłumie cieni.

A chmiel się po pniu wije,
chmiel się po pniu wije...
Czas płynie, płynie woda, ludzie i zwierzęta,
pod pustym niebem które nie będzie pamiętać.

Pochylam się coraz niżej nad podmokłą ziemią,
twarz pomarszczonej kory
w dłoniach liści chowam.
Zamglony wzrok opuszczam
w świat okrągłych mchów...
wkrótce odnajdę swoją wieczność tam
- jedyną nieśmiertelność dla śmiertelnych ciał...

Z kości piach, z pni czarna skała,
w sypki torf czas zaklnie ciała mchów.
Cichy głos z wnętrza bagna
- fale martwych rzek.

Eu, amieiro

À minha frente - água, corrente lenta
lama turva de lama turva,
troncos cinzentos ao redor, almofadas de musgo,
neles eu - um amieiro entre minhas irmãs.
Atrás de nós pântanos, pântanos,
que há muito apagam as luzes
onde por anos nada queima velas à noite
e apenas flores amarelas brilham nos pântanos.
Na casca, o toque de duas mãos quentes,
sentir a vida jovem tão perto de mim
como depois que a casca rachada começa a subir,
nos galhos o ninho serpenteia como pássaros.
E o farfalhar de cartas com folhas trêmulas
confuso
quando ele lê as palavras daqueles
que há muito se foram ...
Apenas um leve traço deles permaneceu, como um cheiro fraco
o grande rio que uma vez fluiu através do vale,
onde agora a névoa eterna floresce sobre o pântano.
E ele escreverá suas próprias palavras em resposta,
tentando vincular a eternidade a um pensamento imaturo.

E o lúpulo enrola o tronco,
pula o porta-malas ...
O tempo passa, a água flui, pessoas e animais,
sob um céu vazio que você não se lembrará.

Eu costumava ser o mesmo.
Havia uma fome eterna no zumbido dos sucos.
(imortalidade!)
Nos últimos anos, o sangue se concentrou,
menos e menos vida.
(e sob a casca a sabedoria de muitos invernos)
De ossos de areia, de troncos de rocha negra,
no tempo de turfa solta, amaldiçoará os corpos dos musgos.
Uma voz calma de dentro do pântano
- ondas mortas do rio.

Espirais de cem sóis desapareceram no nevoeiro.
Ninguém mais se senta nos galhos das árvores.
Talvez em algum lugar distante,
talvez ele tenha sido morto em uma multidão de sombras.

E o lúpulo enrola o tronco,
pula o porta-malas ...
O tempo passa, a água flui, pessoas e animais,
sob um céu vazio que você não se lembrará.

Inclino-me mais e mais sobre o chão molhado,
cara de casca enrugada
Escondo as folhas nas minhas mãos.
Deixo meus olhos nebulosos
no mundo dos musgos redondos ...
logo vou encontrar minha eternidade lá
- a única imortalidade para corpos mortais ...

De ossos de areia, de troncos de rocha negra,
no tempo de turfa solta, amaldiçoará os corpos dos musgos.
Uma voz calma de dentro do pântano
- ondas mortas do rio.