395px

PRL (Peja, Rap e Gente)

Peja

PRL (Peja, Rap i Ludzie)

Na pocz¹tku lat osiemdziesi¹tych
Peja rap i ludzie prze¿yli w Je¿yckim brudzie
na pocz¹tku lat osiemdziesi¹tych
Peja rap i ludzie Peja Peja rap i ludzie

Peja rap i ludzie prze¿yli w Je¿yckim brudzie
tu gdzie wszystko siê zaczê³o trudny dzieciak w ¿ycia trudzie
w narastaj¹cej ob³udzie naznaczony piêtnem biedy
Rychu czeka³ na sw¹ chwilê kiedy bêdzie ten czas kiedy (kiedy)
Peja rap i ludzie to niezmienne charaktery
rap nie by³ fa³szywy a cz³owiek zawsze szczery
nie uschnê jak to drzewo ros³o pod oknami Wioli
trudny dzieciak przetrwaæ musia³ by ten z³y los wypierdoliæ

To komuny by³y czasy to jak kartka z kalendarza
raz w roku dzieñ drukarza dla ma³ego Rycha faza
szansa na sukces ¿eby siê ludziom pokazaæ
gdy przy mikrofonie sta³em chcia³em œpiewaæ popis dawaæ (yo)
kaczki z nowej paczki wolne style laskowika
bez talentu s³owika z Poznania Rychu fika³
przy mikrofonie pierwszy szlif to nie koniec
dziœ dwadzieœcia lat póŸniej przysz³o mi se to przypomnieæ
czy zdradza³em talent nikt nie pomóg³ siê rozwin¹æ
pani od muzyki zawsze robi³a mi wstrzyki
pierdoli³em jej synkoty i wiolinowe klucze
wystukuj¹c sobie rytmy w niezmienionym obuwiu (ta)
œpiewa³ Ryœ o ¿ó³wiu i o Je¿u z przedszkola
w domu Rychu siê chowa³ muzycznie wyedukowa³
tej pani nie szanowa³ za co za te wstrzyki
zbyt odmienne pogl¹dy i podejœcie do muzyki
z sopranem na chórzystê obciach ja za artystê
czwarta klasa na liœcie siê mnie nie doczekaliœcie
wiêcej nie obecny ni¿ ustawa przewiduje
wa³ki Rycha Peji mimo to Rychu bez dwójek
pies kieszenie rewiduje izba dziecka z centrum targów
do domu odstawiony gabaryn¹ ju¿ bez ¿artów
szlaban mam od starych za te parê œmiesznych fantów
za nieobecnoœæ w szkole i za szereg innych kantów
i najwiêksza z kar zero radia telewizji
a kumple najbli¿si na podwórko sobie wyszli
dzwonek do drzwi nie Ryszard nie wyjdzie
³zy mówi¹ o krzywdzie jeszcze czas radoœci przyjdzie
a do tego czasu mia³em chwile by przemyœleæ
Peja lat szeœæ na czarnej ¿ycia liœcie
(Peja lat szeœæ na czarnej ¿0ycia liœcie)
(na czarnej ¿ycia liœcie)

Peja rap i ludzie prze¿yli w Je¿yckim brudzie
tu gdzie wszystko siê zaczê³o trudny dzieciak w ¿ycia trudzie
w narastaj¹cej ob³udzie naznaczony piêtnem biedy
Rychu czeka³ na sw¹ chwilê kiedy bêdzie ten czas kiedy (kiedy)
Peja rap i ludzie to niezmienne charaktery
rap nie by³ fa³szywy a cz³owiek zawsze szczery
nie uschnê jak to drzewo ros³o pod oknami Wioli
trudny dzieciak przetrwaæ musia³ by ten z³y los wypierdoliæ

Brawurowa ucieczka prosto pod ko³a samochodu
wyskoczy³em z papci cud ¿e ¿yje oto dowód
wiem nie by³o lekko gdy jecha³em karetk¹
dzisiaj dziêkuje Panu ¿e nie zosta³em kalek¹
pomimo to ¿e ¿ycie mia³o siê okazaæ mêk¹ piek³em nie mekk¹
nie l¹dowa³em miêkko jak kot na cztery ³apy
znów porachowane graty kartkowe klimaty
czas ¿ywienia na raty czas konspiry solidarnoœæ dla prl'u lojalnoœæ
za g³os buntu karalnoœæ zna³em kilku wywrotowców
cytuj¹cych broszury co zosta³y po ojcu
ma³y wtedy by³em nie wiedzia³em wszystkiego
dlaczego i za co zabili Romka Strza³kowskiego
wiele nienawiœci do Zwi¹zku Sowieckiego
lata osiemdziesi¹te ciekawy okres z ¿ycia mego

Peja rap i ludzie prze¿yli w Je¿yckim brudzie
tu gdzie wszystko siê zaczê³o trudny dzieciak w ¿ycia trudzie
w narastaj¹cej ob³udzie naznaczony piêtnem biedy
Rychu czeka³ na sw¹ chwilê kiedy bêdzie ten czas kiedy (kiedy)
Peja rap i ludzie to niezmienne charaktery
rap nie by³ fa³szywy a cz³owiek zawsze szczery
nie uschnê jak to drzewo ros³o pod oknami Wioli
trudny dzieciak przetrwaæ musia³ by ten z³y los wypierdoliæ

Wczasy z zak³adów pracy jeœli ktoœ z rodziców robi³
by³ obowi¹zek pracy znaczy istnia³ takowy
nikt tu siê nie dorobi³ pytasz co na Je¿ycach
to samo co zawsze czyli nic wieczna nuda
patrzê jak siê marnuj¹ jak ten Rychu z³otówa
niegdyœ ziomal mego ojca œwieæ Panie nad Waldasem
Rychu by³ asem i jest choæ zmarnia³ z czasem
co go spotkam to z nim gorzej m³ody ch³opa-dziada wzorzec
i nie mogê mu pomóc on wie do czego d¹¿y
bo tyle lat ju¿ b³¹dzi bezlitosna ulica
wszystkich niszczy nas nie kocha ma ulica macocha
z której siê wyrwa³em od niej dystansowa³em
wyszed³em z cienia rade da³em przetrwa³em

Peja rap i ludzie prze¿yli w Je¿yckim brudzie
tu gdzie wszystko siê zaczê³o trudny dzieciak w ¿ycia trudzie
w narastaj¹cej ob³udzie naznaczony piêtnem biedy
Rychu czeka³ na sw¹ chwilê kiedy bêdzie ten czas kiedy (kiedy)

Peja rap i ludzie to niezmienne charaktery
rap nie by³ fa³szywy a cz³owiek zawsze szczery
nie uschnê jak to drzewo ros³o pod oknami Wioli
trudny dzieciak przetrwaæ musia³ by ten z³y los wypierdoliæ

PRL (Peja, Rap e Gente)

No começo dos anos oitenta
Peja, rap e a galera sobreviveram na sujeira de Jeżyce
no começo dos anos oitenta
Peja, rap e a galera, Peja, Peja, rap e a galera

Peja, rap e a galera sobreviveram na sujeira de Jeżyce
aqui onde tudo começou, um moleque difícil na dureza da vida
na crescente hipocrisia, marcado pela pobreza
Rychu esperava sua hora, quando seria o momento (quando)
Peja, rap e a galera, são características imutáveis
o rap não era falso e o cara sempre sincero
não vou murchar como aquela árvore que cresceu sob as janelas da Wiola
um moleque difícil tinha que sobreviver, tinha que dar um jeito nesse destino ruim

Era a época da comunista, como uma folha de calendário
uma vez por ano, o dia do impressor, para o pequeno Rychu, uma fase
uma chance de sucesso, para mostrar para a galera
quando eu estava no microfone, queria cantar, dar um show (yo)
patos de um novo pacote, estilos livres de Laskowik
sem talento, o rouxinol de Poznań, Rychu se destacava
no microfone, o primeiro polido, isso não era o fim
dois décadas depois, isso veio à minha mente
se eu mostrava talento, ninguém ajudou a desenvolver
a professora de música sempre me aplicava injeções
foda-se, eu falava sobre sinfonias e chaves de violino
batucando ritmos com o mesmo calçado (ta)
cantava sobre a tartaruga e sobre Jesus da pré-escola
em casa, Rychu se escondia, educado musicalmente
não respeitava a professora, por causa dessas injeções
visões e abordagens diferentes sobre música
com soprano no coral, vergonha, eu sou artista
na quarta série, vocês não me esperaram na lista
mais ausente do que a lei prevê
as fitas do Rychu Peja, mesmo assim, Rychu sem notas baixas
cachorro revistando os bolsos, a sala da criança no centro de feiras
levado pra casa de carona, já sem brincadeira
meus pais me deram um toque por causa de algumas bobagens
por falta na escola e por uma série de outras trapaças
e a maior punição, zero rádio, televisão
e os amigos mais próximos saíram para a rua
o toque na porta, não, Ryszard não vai sair
as lágrimas falam sobre a injustiça, ainda vai chegar a hora da alegria
e até lá, eu tive um tempo para refletir
Peja, seis anos na lista negra da vida
(Peja, seis anos na lista negra da vida)
(na lista negra da vida)

Peja, rap e a galera sobreviveram na sujeira de Jeżyce
aqui onde tudo começou, um moleque difícil na dureza da vida
na crescente hipocrisia, marcado pela pobreza
Rychu esperava sua hora, quando seria o momento (quando)
Peja, rap e a galera, são características imutáveis
o rap não era falso e o cara sempre sincero
não vou murchar como aquela árvore que cresceu sob as janelas da Wiola
um moleque difícil tinha que sobreviver, tinha que dar um jeito nesse destino ruim

Uma fuga audaciosa, direto para debaixo das rodas de um carro
saltei do chinelo, milagre que estou vivo, aqui está a prova
sei que não foi fácil quando fui levado de ambulância
oh, hoje agradeço a Deus por não ter virado um deficiente
apesar de que a vida deveria ser um tormento, não um sofrimento
não caí macio como um gato em quatro patas
novamente, as coisas contadas, climas de cartinha
hora de viver parcelado, hora de conspiração, solidariedade para o PRL, lealdade
por uma voz de rebelião, punição, conheci alguns subversivos
citando panfletos que sobraram do pai
naquela época eu era pequeno, não sabia de tudo
por que e por que mataram Romka Strzałkowski
muita raiva da União Soviética
anos oitenta, um período interessante da minha vida

Peja, rap e a galera sobreviveram na sujeira de Jeżyce
aqui onde tudo começou, um moleque difícil na dureza da vida
na crescente hipocrisia, marcado pela pobreza
Rychu esperava sua hora, quando seria o momento (quando)
Peja, rap e a galera, são características imutáveis
o rap não era falso e o cara sempre sincero
não vou murchar como aquela árvore que cresceu sob as janelas da Wiola
um moleque difícil tinha que sobreviver, tinha que dar um jeito nesse destino ruim

Férias de trabalho, se algum dos pais trabalhou
havia a obrigação de trabalhar, ou seja, existia tal coisa
ninguém aqui ficou rico, você pergunta o que tem em Jeżyce
é a mesma coisa de sempre, ou seja, nada, tédio eterno
vejo como se perdem, como aquele Rychu, o ouro
um dia, o camarada do meu pai, que Deus o tenha, Waldas
Rychu era um ás e é, embora tenha se perdido com o tempo
quando o encontro, é pior, um jovem, um velho, um modelo
não posso ajudá-lo, ele sabe aonde quer chegar
porque há tantos anos já, vagando, a rua é implacável
todos se destroem, a rua não nos ama, é uma madrasta
de onde eu escapei, me distanciei
saí da sombra, dei a volta, sobrevivi

Peja, rap e a galera sobreviveram na sujeira de Jeżyce
aqui onde tudo começou, um moleque difícil na dureza da vida
na crescente hipocrisia, marcado pela pobreza
Rychu esperava sua hora, quando seria o momento (quando)

Peja, rap e a galera, são características imutáveis
o rap não era falso e o cara sempre sincero
não vou murchar como aquela árvore que cresceu sob as janelas da Wiola
um moleque difícil tinha que sobreviver, tinha que dar um jeito nesse destino ruim

Composição: