395px

Ecos de Batalha

Swiatogor

Echa Walki (Echoes Of Battle)

[1.]
Słońce tkwiło do połowy za horyzontem
Ostatnie oddechy wroga przysłaniał całun nocy
Wielu mężnych wojów nie doczekało świtu
Lecz wicher furii zagłuszał płacz nad zabitymi braćmi

[2.]
Szalejący w nas gniew prowadził nas do bitwy
Karmił się strachem wroga, poił jego przedśmiertnym wyciem
Cóż to za widok wspaniały w blasku księżyca spowity
Taką to śmierć okropną niedrugom naszym przynosimy

[3.]
Noc się zachłysnęła wroga krwią przelaną
Łuna na niebie rozbłysła, to kościoły i domy się palą

Wicher niósł pieśń o walce przez lasy bory i gaje
O męstwie dumnych Pogan, o triumfie rodzimej wiary
My zrodzeni na tej ziemi ojców naszych krainie
My synowie Swantewita bronić będziem święte stanice

Niosły te słowa do boju lud nasz zbrojny i dziki
Pod osłoną matki nocy słychać głośne okrzyki
I nienawiść w sercach grzmiała gdy wici do wojny wzywały
Gdy chrześcijańska zaraza skaziła ojczysty dom nasz wspaniały

Miecze i topory w ich rękach pieśń śmierci grały
Wśród tych co krzyżem naznaczeni trwogę i śmierć zasiały

"Działo się to w roku 1037, gdy wrogi i obcy nam porządek
chrześcijański burzył i niszczył rodzimą wiarę pogańską,
gdy zdradziecka władza klasy panującej i kościoła
wyzyskiwała chłopów i ludność niewolną.

Działo się to w roku 1037, w czasie mężnego zrywu walki
o utraconą dumę Pogan.

Po upływie przeszło tysiąca lat echa tamtych wspomnień rodzą się
na nowo. Te same nadzieje i przymierza płoną w naszych sercach.
Walka się jeszcze nie skończyła..."

Ecos de Batalha

[1.]
A sombra se estendia até o horizonte
Os últimos suspiros do inimigo cobriam toda a noite
Muitos valentes guerreiros não viram o amanhecer
Mas o vento da fúria abafava o choro pelos irmãos mortos

[2.]
A fúria que arde em nós nos levava à batalha
Se alimentava do medo do inimigo, embriagando-o com seu lamento final
Que visão magnífica sob a luz da lua envolta
Assim trazemos uma morte horrenda aos nossos opressores

[3.]
A noite se tingia com o sangue do inimigo derramado
A lua no céu brilhava, enquanto igrejas e casas ardiam

O vento levava a canção da luta por florestas e bosques
Sobre a bravura dos orgulhosos pagãos, sobre o triunfo da fé nativa
Nós, nascidos nesta terra de nossos pais
Nós, filhos de Swantevit, defenderemos os sagrados lares

Levávamos essas palavras para a batalha, nosso povo armado e selvagem
Sob a proteção da mãe noite, ouvíamos gritos altos
E o ódio ressoava em nossos corações quando os sinais de guerra chamavam
Quando a praga cristã contaminou nosso glorioso lar

Espadas e machados em suas mãos tocavam a música da morte
Entre aqueles marcados pela cruz, semeavam medo e morte

"Isso aconteceu no ano de 1037, quando a ordem inimiga e estranha
Cristã devastava e destruía a fé nativa pagã,
Quando a traiçoeira autoridade da classe dominante e da igreja
Explorava os camponeses e a população escravizada.

Isso aconteceu no ano de 1037, em um tempo de forte revolta
Pela dignidade perdida dos pagãos.

Após mil anos, os ecos daquela lembrança começam a renascer.
As mesmas esperanças e alianças ardem em nossos corações.
A luta ainda não terminou...

Composição: