395px

Zen

WWO

Zen

[Sokół]
W moim mieszkaniu, które nie jest moje
Po przebudzeniu czuję się spokojnie
Nie ma koło mnie, dziewczyny rozebranej
Za to w telefonie, 23 nieodebrane
Klasyczny ranek, wstanę, rytmy odpalę,
Wezmę prysznic, i Koras wpadnie na śniadanie
Siemasz, siemasz przyniosłem szczypiorek do jajek
Gitara, szybka szama, chwila Pono wpada
90 % czasu przez telefon gada
Zwija, podjeżdża Dżozi i się wybija,
Koras z nimi wychodzi, mi mija, szybka godzina
W samotności, przypominam, sobie sen
Chce napisać tekst, jak zaczynam, dzwoni Daniel
A w tle, druga linia, jak pech to pech
Na to wszystko się nakłada piszczący SMS
To Justyna, ok., staram się miło odpisać
Przecież to nie jej wina, gdy odpisuje
Jakiś cymbał puszcza sygnał i kasuje...
Przecież jestem spokojny nie reaguje
Kiedy drugi raz próbuję, historia się powtarza
Rzucam telefon w pizdu i do maili siadam
Pisze Adrian, forwarduje mi pierdoły od jakiegoś fana,
Co jest kurwa? Kącik porad weterana?
Ponad 200 maili dziennie, zabiło dokumentnie
Chęć odpisywania we mnie, jeśli nie muszę
A przecież mam, gościnną słowiańską duszę
Za to ci co potrzebuję, nie odpisują mi, Jędker
Ta poczta włącza się od pięciu kurwa dni.
Domofon, siemasz Lude how are You?
Elo Rocca, Elo Sokół
Dobra, mała buteleczka rumu, jest i Fu
Pośród tłumu, w moim mieszkaniu, które
Tak naprawdę nie jest moje, bo je tylko wynajmuję
I dobrze się tu czuję pośród wszystkich ziomków
Miałem pisać tekst, jutro zacznę od początku

Moje mieszkanie relaksuje mnie cudownie
Tu mam natchnienie i czuję się wygodnie
Moje mieszkanie jest najlepszą z wen
Kurwa Zen

W środku nocy budzę się bo coś słyszę
To krzyk ziomków pod oknem przerywa ciszę
Dalej kimam budzę się, koło pierwszej
Taaa, dzisiaj już napiszę jakieś wiersze
Późno, trzeba zjeść obiado-śniadanie
Pedro dzwoni i już jest zamieszanie
Zaraz wpada, omawiane sprawy Małolata
Po godzinie znów jestem sam, głodny nadal
Dobra, spaghetti z wczoraj i herbata
Siadam, włączam bit, dzwoni mama
Chwile gadam, i wracam do pisania
Wchodzi Kołek, zabrać paczki do wysłania
Już mi się nie chce, jest za kwadrans czwarta
Dzwonie do Jurasa, co tam kiedy walka?
Dawaj, wbijaj się będę za 10 minut
Nie wiem, kiedy mam mieć głowę do rymów
Przypomniałem sobie, tarabanie do Dapa
Yeah, its Big Dap...
Mam na lini Kaczego, kiedy tylko odkładam
Co tam słychać kolego? U mnie już gromada
Jak rozmawiałem przyszedł na terapię ziomek
Zaraz po nim, dzwoni domofonem Tomek,
Piwko, drugie piwko, trzecie piwko
Wszystko szybko, może jutro będę pisał
W moim mieszkaniu w którym czasem bywa tak jak dzisiaj

Moje mieszkanie relaksuje mnie cudownie
Tu mam natchnienie i czuję się wygodnie
Moje mieszkanie jest najlepszą z wen
Kurwa Zen

W moim mieszkaniu budzę się nie do życia
Sucho kurwa, gdzie jest coś do picia
Szkiełko gra na maxa, tak samo wieża
Drzwi niedomknięte, kurwa, co za impreza
Ktoś kima pod kocem, na rozkładanej sofie
Czyżbym zaspał? Na sikor rzucam okiem
Siedemnasta, niedopity Johny Walker
Pusta Sauza, puste cztery Wyborowe
Idę umyć zęby do swojej łazienki
Ani dziś ani jutro nie napiszę piosenki.

Moje mieszkanie relaksuje mnie cudownie
Tu mam natchnienie i czuję się wygodnie
Moje mieszkanie jest najlepszą z wen
Kurwa Zen

Zen

[Sokół]
No meu apê, que não é meu
Ao acordar, me sinto tranquilo
Não tem ninguém aqui, só uma mina pelada
Mas no celular, 23 chamadas perdidas
Manhã clássica, levanto, coloco os ritmos pra tocar,
Vou tomar um banho, e o Koras vem pra tomar café
E aí, e aí, trouxe cebolinha pros ovos
Violão, comida rápida, e o Pono aparece
90% do tempo falando pelo celular
Ele enrola, chega o Dżozi e se destaca,
Koras sai com eles, eu fico de boa, uma hora voa
Na solidão, me lembro do sonho
Quero escrever um texto, quando começo, o Daniel liga
E ao fundo, outra linha, se é azar, é azar
Pra completar, chega um SMS gritando
É a Justyna, ok, tento responder de boa
Não é culpa dela, quando responde
Um idiota toca o sinal e apaga...
Mas eu tô tranquilo, não reajo
Quando tento de novo, a história se repete
Jogo o celular longe e vou pros e-mails
O Adrian escreve, me manda besteiras de algum fã,
Que porra é essa? Dicas de veterano?
Mais de 200 e-mails por dia, me matou
A vontade de responder, se não preciso
E olha que eu tenho, uma alma hospitaleira
Mas quem precisa, não me responde, Jędker
Esse e-mail não para de chegar há cinco dias, porra.
Interfone, e aí Lude, como você tá?
E aí Rocca, e aí Sokół
Beleza, uma garrafinha de rum, tá aqui e Fu
No meio da galera, no meu apê, que
Na verdade não é meu, só tô alugando
E me sinto bem aqui, entre todos os amigos
Eu ia escrever um texto, amanhã começo do zero

Meu apê me relaxa maravilhosamente
Aqui eu tenho inspiração e me sinto à vontade
Meu apê é o melhor pra criatividade
Porra, Zen

No meio da noite, acordo porque ouço algo
É o grito da galera na rua quebrando o silêncio
Ainda tô deitado, acordo, quase uma da manhã
Taaa, hoje eu vou escrever uns poemas
Tarde, preciso comer um almoço-jantar
Pedro liga e já começa a confusão
Ele chega logo, discutindo as coisas do Małolata
Depois de uma hora, de novo tô sozinho, ainda com fome
Beleza, espaguete de ontem e chá
Sento, ligo o beat, minha mãe liga
Bato um papo rápido e volto a escrever
Entra o Kołek, pra pegar as coisas pra enviar
Já não tô afim, é quase quatro
Ligo pro Jurasa, e aí, quando é a luta?
Vem, aparece, vou estar aí em 10 minutos
Não sei quando vou ter a cabeça pra rimar
Lembrei, batendo na porta do Dapa
Yeah, é o Big Dap...
Tô na linha com o Kaczy, assim que desligo
E aí, como você tá, amigo? Aqui já tá uma galera
Enquanto conversava, chegou um brother pra terapia
Logo depois, toca o interfone, é o Tomek,
Cerveja, segunda cerveja, terceira cerveja
Tudo rápido, talvez amanhã eu escreva
No meu apê, onde às vezes é assim como hoje

Meu apê me relaxa maravilhosamente
Aqui eu tenho inspiração e me sinto à vontade
Meu apê é o melhor pra criatividade
Porra, Zen

No meu apê, acordo sem saber como viver
Seco pra caramba, onde tá algo pra beber?
A música tá no máximo, assim como a ventania
Porta aberta, porra, que festa é essa?
Alguém dorme debaixo do cobertor, no sofá-camas
Será que eu dormi demais? Olho pro relógio
Cinco da tarde, restinho de Johnny Walker
Garrafas vazias, quatro Wyborowe
Vou me lavar e me arrumar pra minha banheira
Nem hoje nem amanhã vou escrever uma música.

Meu apê me relaxa maravilhosamente
Aqui eu tenho inspiração e me sinto à vontade
Meu apê é o melhor pra criatividade
Porra, Zen

Composição: