395px

Primeiro Grau de Perigo

Zipera

Pierwszy stopień zagrożenia

[Zip Skład]
Mówili o nim degenerat
On sam dwadzieścia kilka lat
Typ desperat
Nie miał nic do stracenia
Wstręt do pierwszego punktu zagrożenia
Coś większego na oku
Zakręcił się i zdobył
Zbyt długo szczęśliwym nie pobył
Myślał że wszystko się udało
Chciał zmienić swe życie na lepsze
Ale tak się nie stało
Bo nie wszystko co się świeci bywa złotem
Potem zaczęły go łapać wygrzewki
Zagrożenie to nie kurwa przelewki
I zaczęło się to zbierać
Jak ropień nie chcący się wygoić
Czego ludzie nie zrobią
By zaspokoić ciekawość
Pierwszym stopniem do piekła
Doszło do niego
Komuś wszedł w drogę
Mina mu pobledła
Pod koniec
Zbyt wiele osób chciało to mieć
Mafia policja zbyt nerwowo się zrobiło
Chronologia czy fikcja
I na co mu to było
Roztrzęsiony zdygady zdezinformowany
Z przeciągłym wrażeniem
Że jest obserwowany
Okazało się za późno
Kiedy ochłonął
Koniec początku
Jak zginął nie wiadomo
Chłopak tankuje na stacji bak
Zerwał się z rachunku od tak
To niebieski Pontiak
Znama z wierzchu dziwki wódka krak
Bywa hajsu brak
Myśl zarobić [a jak]
Inaczej lipa
Po mieście już ze dwie godziny śmiga
Nerwowo zerka zerka w wsteczny
Czy go policja nie ściga
Telefon to pracodawca
Przyjął zlecenie i o to zadba
By dobrze wykonać robote
Dorwać idiote
I zajebać to czego chce
Już wie gdzie on się znajduje
Szykuje plan
I na odpowiedni moment czeka
Wyjmuje z bagażnika kopyto
Nakręca tłumik i wbiega
Do pomieszczenia gdzie czeka
Sparaliżowane spojrzenie człowieka
On wie że ma coś
Co mu się na zdrowiu odbije
Lecz nie odda tego póki nie zginie
Padł strzał drugi
Nadszedł ten dzień zagrożenia pierwszy stopień
Mówię proste równe światowego wzrost zarobek noc
Nikt nie będzie strat
Pierdolony syndykat
Prohibicja czy jest tego wart
Policja Ameryka FBI ździra
Nie Bangladesz czy Teshira
Armia przestępcy zwany bezwzględnym
Myślenia tok jesteś namierzony cel
Nie pomoże nawet tobie liga obrony WDR
Dotychczas znają twoją twarz
Wiedzą gdzie spędzasz czas
Mają plecy obrone
Spore hajsy zostały opłacone
Za twoją głowę
Powieszą twoją żonę
Wtedy zarobki
Zostaną w pełni zaspokojone
Realizacja 24 godziny tempo
Akcja wszystko gracja
Sygnał kurwa koniec meczu
Znaleźli jego jak wciągał koks w barze na zapleczu
Przyszłości już nie możesz dogonić
Wchodzi ustawia spotkanie wchodzi
By się wyrobić zadanie
Kupić pogonić dalej pamiętaj
Zarobić zapomnieć sprawa zamknięta
Piękna historia
Zbyt piękna by była prawdziwa
Pot z czoła spływa
Żywa atmosfera a koło
Chłopak ma niewesoło
To za mało
Nic mu się nie stało
Poszło to mu się udało
Doszło do tego
Że całość z dilem chwile trwało
Śmiało w koło zerka gdzie telefon
Jest budka numer pamięta
Dzwoni czeka gadka krótka
Masz czy nie masz
Poczekaj do jutra
Dziś wódka by to opić
By dobić targu
By sie zgodzić
O ósmej przy barku
Na pewniaka
Na złamanie karku mkniesz
Prawda jest taka
Co swoje bierz
Byś też był na swoim
Teraz wiesz
Wal zgrzyt
A rano rany goisz
Stoisz gotowy
By był dostarczony
Ma to z głowy
Jest zarobiony
Jest wywiązany
Zadowolony
Niezapomniany
[Nic nie wiem nie widziałem]
[Raczej]
Bo odebrał co miał
I zamiast dołączyć do grupy
Z towarem na którym
I tak ciążyły już trupy
Zaczął lansować dupy
Odwiedzając nocne kluby
Coraz więcej pił
Coraz bardziej był głupi
Spójrz jak pieniądz gubi
Pomyślał że może to sam mieć
Najebany wsiadł w furę
I zaczął przed siebie przeć
Nie zapanował na trasie gdzieś dachował
Nie uchował się
W przydrożnym rowie wylądował towar
Karetka czy laweta czynność rutynowa
Może zauważył to postronny widz
Bo nikt nie znalazł nic

Primeiro Grau de Perigo

[Zip Skład]
Falaram que ele era um degenerado
Ele mesmo, há mais de vinte anos
Um cara desesperado
Não tinha nada a perder
Nojo do primeiro grau de perigo
Algo maior em vista
Ele se virou e conquistou
Demorou demais pra ser feliz
Pensou que tudo tinha dado certo
Queria mudar sua vida pra melhor
Mas isso não aconteceu
Porque nem tudo que brilha é ouro
Depois começaram a pegá-lo de jeito
Perigo não é brincadeira, não é?
E isso começou a se acumular
Como uma ferida que não quer cicatrizar
O que as pessoas não fariam
Pra saciar a curiosidade
Primeiro passo pro inferno
Chegou até ele
Alguém cruzou seu caminho
Sua expressão ficou pálida
No final
Muita gente queria isso
A máfia e a polícia ficaram nervosas
Cronologia ou ficção
E pra que isso servia pra ele?
Desorientado, desinformado
Com a sensação
De que estava sendo observado
Acabou sendo tarde demais
Quando ele se acalmou
O fim do começo
Como morreu, ninguém sabe
O garoto abastece o tanque na estação
Ele se desfez da conta assim
É um Pontiac azul
Conhecido por fora, bebida e mulherada
Às vezes falta grana
Pensando em ganhar [e como]
Se não, é só frustração
Pelas ruas já faz duas horas que ele tá rodando
Olha nervoso, espiando pelo retrovisor
Se a polícia não tá atrás dele
O telefone é o patrão
Recebeu uma missão e cuida disso
Pra fazer o trabalho bem feito
Pegar o idiota
E levar o que quer
Já sabe onde ele tá
Preparando um plano
E esperando o momento certo
Tira do porta-malas uma arma
Ajusta o silenciador e entra
Na sala onde espera
O olhar paralisado do homem
Ele sabe que tem algo
Que vai afetar sua saúde
Mas não vai entregar até morrer
Um tiro, depois outro
Chegou o dia do primeiro grau de perigo
Dizendo que é simples, igual a aumento de salário
Ninguém vai sair perdendo
Filha da puta de sindicato
Proibição, vale a pena?
Polícia, América, FBI, merda
Não é Bangladesh ou Teshira
Exército de criminosos, chamado implacável
O pensamento é que você é o alvo
Nem a liga de defesa WDR vai te ajudar
Até agora conhecem seu rosto
Sabem onde você passa o tempo
Têm apoio
Muita grana foi paga
Pela sua cabeça
Vão falar com sua esposa
Então os ganhos
Vão ser totalmente satisfeitos
Realização em 24 horas, ritmo
Ação, tudo com graça
Sinal, porra, fim do jogo
Encontraram ele cheirando coca no bar dos fundos
O futuro você não pode alcançar mais
Entra, marca um encontro, entra
Pra cumprir a missão
Comprar, correr, lembrar
Ganhar, esquecer, assunto encerrado
Uma história linda
Bonita demais pra ser verdade
O suor escorre da testa
A atmosfera tá pesada e ao redor
O garoto não tá nada bem
É pouco
Nada aconteceu com ele
Ele achou que tinha conseguido
Chegou a um ponto
Que tudo isso com dilemas durou
Rindo ao redor, olhando onde tá o telefone
Tem uma cabine, número na memória
Liga, espera uma conversa curta
Tem ou não tem?
Espera até amanhã
Hoje é dia de beber pra isso
Pra fechar o negócio
Pra concordar
Às oito, na barra
Com certeza
Pra quebrar o pescoço, você vai
A verdade é essa
Leve o que é seu
Seja também dono do seu
Agora você sabe
Bata forte
E de manhã, cure suas feridas
Você tá pronto
Pra ser entregue
Isso tá na cabeça
Ele tá ocupado
Ele tá comprometido
Satisfeito
Inesquecível
[Nada sei, não vi nada]
[Provavelmente]
Porque pegou o que tinha
E em vez de se juntar ao grupo
Com a mercadoria
E assim já pesava os corpos
Começou a exibir as garotas
Visitando boates
Cada vez mais bêbado
Cada vez mais burro
Olha como o dinheiro some
Pensou que talvez pudesse ser ele mesmo
Bêbado, entrou no carro
E começou a seguir em frente
Perdeu o controle na estrada, capotou
Não conseguiu se segurar
Foi parar na vala à beira da estrada, a mercadoria
Ambulância ou guincho, rotina
Talvez um espectador tenha notado
Porque ninguém encontrou nada.

Composição: